Cabo da Roca: tam, gdzie ziemia się kończy i morze zaczyna....

Podróż na „koniec świata” - jedno z marzeń naszego dzieciństwa. Z prozaicznego powodu kulistości naszej planety, niemożliwe do spełnienia. Istnieją jednak miejsca, gdzie poczucie, iż niemożliwe jest już pójście dalej i że można już tylko zawracać, jest tak silne, że bez wyrzutów sumienia, można je „końcem świata” nazwać. Do nich należy Cabo da Roca, jedno z najsłynniejszych miejsc w Portugalii i najbardziej fascynujący z czterech krańców Europy, przed Epoką Wielkich Odkryć uważany za najprawdziwszy kraniec Ziemi, a u współczesnych wzbudzający tęsknotę za wyprawami w nieznane.


 

Na Przylądek Skały (tak można przetłumaczyć jego nazwę) warto się udać po dniu pełnym wrażeń w malowniczej Sintrze. Popołudnie oraz wieczór to z pewnością najlepsza pora na taką wycieczkę. Podziwianie zachodu słońca na najdalej wysuniętym na zachód krańcu Europy, to przecież niesamowite przeżycie. 

Dla tych, którzy przybyli do Sintry z Lizbony podmiejskim pociągiem, najlepszym rozwiązaniem jest dojechanie na wybrzeże autobusem, odjeżdżającym spod stacji kolejowej. Szczegółowe informacje na temat rozkładu jazdy, można dostać w znajdującej się w budynku dworca informacji turystycznej.
Już sama podróż jest niesamowitą atrakcją. Szaleni kierowcy autobusów, niezrażeni ilością zakrętów i śmiertelnie przerażonym tłumem pasażerów, pędzą przez wąskie uliczki okolicznych miejscowości. Podczas przejażdżki, warto pokonać strach, otworzyć oczy i podziwiać niebanalną architekturę tutejszych wiosek. W charakterystycznych, niewielkich domkach z uroczymi ogródkami, bije serce prawdziwej Portugalii. Niech nas nie zdziwi, gdy kierowca, wiozący globtroterów z Europy, Azji czy Ameryki, zatrzyma pojazd przy ulubionej piekarni i pobiegnie kupić świeże pieczywo albo przystanie na krótką pogawędkę z dawno nie widzianym znajomym („amigo”).
W końcowej części podróży, osady ustępują miejsca pięknemu rozległemu wybrzeżu. Zostawiamy ostatnią europejską wioskę, Azoia. Droga staje się mniej kręta, a na horyzoncie pojawia się ocean. Jego błękit wspaniale koresponduje z zielenią wzgórz, tworząc niezapomniany krajobraz.


Przystanek autobusowy na Cabo da Roca znajduje się tuż przy punkcie informacji turystycznej. W niewielkim budynku można zaopatrzyć się w pamiątki a nawet certyfikat dotarcia w tak odległe miejsce. Jeśli ktoś ma ochotę, może zainwestować kilka euro w ten cenny papier. Ci, dla których lepszym certyfikatem są piękne zdjęcia i pozostające we wspomnieniach, zapierające dech widoki, niech nie tracą czasu w sklepie z pamiątkami... Jest bowiem co podziwiać. Nawet jeśli ze względu na niedogodności transportowe, przyjdzie komuś spędzić na przylądku więcej czasu niż wcześniej planował, na pewno nie będzie się nudził. 



W miejscu, które według obliczeń geografów, stanowi kraniec Europy, znajduje się platforma widokowa. W samym jej środku umieszczono krzyż i tablicę pamiątkową, ze słynnymi słowami portugalskiego wieszcza, Luisa Camoesa: „Tam gdzie kończy się ziemia, a zaczyna morze...” (Onde a terra se acaba e o mar começa).






Wzgórze, opadające stromym klifem do morza, należy do masywu Serra de Sintra. Jest on niewysoki, ale bardzo malowniczy. Serra da Sintra słynie z bujnej, niemal egzotycznej roślinności i specyficznego mikroklimatu. Panorama górotworu, podziwiana z Cabo de Roca, jest niezwykle urodziwa.
Na zachód nie ma już nic, oprócz wzburzonych fal oceanu. Rozbijają się o skały z impetem. Bezkres oceanu, jego błękit i spadające wprost w jego toń skały, tworzą scenerię nie do opisania. Turyści biegają z aparatami, nie chcąc stracić ani jednego ujęcia. Wielu z nich ignoruje barierki, stojąc o krok od urwiska. Trochę ryzykowne, zwłaszcza że wiatr zazwyczaj jest tu strasznie silny. Miejsce to słynie z częstych sztormów i nagłych zmian pogody.


Przylądek jako miejsce niezwykłe znany był już za czasów starożytnych. Rzymianie, którzy dotarli do Portugalii w II w n.e., nazywali go Promontorium Magnum. Nawet my, współcześni, żyjący w dobie globalizacji, mający niemal cały świat w zasięgu ręki, czujemy strach stojąc nad przepaścią i spoglądając w szalejącą kipiel, czujemy niesamowity respekt przed siłami natury. Zastanawiamy się co myśleli ci, dla których to miejsce było naprawdę końcem świata.
Stojąc w tym miejscu zrozumiałam, skąd wzięło się portugalskie pragnienie odkryć, tęsknota za bezkresnym oceanem i dalekimi lądami.

Wizytę na Cabo da Roca polecam wszystkim, nawet jeśli jesteście w Lizbonie tylko na kilka dni. Niewiele jest stolic, które mogą pochwalić się tak ciekawymi i wartymi do zobaczenia okolicami, jak Lizbona: Sintra, Cascais, Setubal, Costa de Caparica – jest w czym wybierać. Dysponując zazwyczaj niewielką ilością czasu, trudno się zdecydować. Cabo da Roca jest jednak atrakcją, której nie można pominąć.

Komentarze